SGGW

11
kwietnia
2017

Obrazy z wielką mocą

Dr inż. Bogusław Andres z Wydziału Technologii Drewna SGGW jest specjalistą w zakresie ochrony i konserwacji drewna. Poza pracą naukową i dydaktyczną realizuje się w jeszcze jeden sposób – tworzy ikony. Razem z żoną Magdą prowadzą własną pracownię, w której organizują kursy pisania tych niezwykłych obrazów. Z okazji zbliżających się świąt Wielkiej Nocy opowiada, czym różnią się ikony od innych dzieł sztuki sakralnej, jak to się w ogóle stało, że został malarzem ikon i czym jest dla niego ta praca.

Skąd wzięło się Pana zainteresowanie ikonami?

Ikony fascynowały mnie odkąd pamiętam. Wychowałem się w Zalesiu, małej miejscowości na Pogórzu Przemyskim. To takie wyjątkowe miejsce w Polsce, gdzie przenikają się kultury chrześcijańskie obrządku wschodniego i zachodniego. Mój parafialny kościół pierwotnie był cerkwią pw. św. Michała Archanioła w Olszanach. Do dziś pozostały w nim stare ikony. Jako dziecko wpatrywałem się w te obrazy, zwłaszcza w wizerunek Bogurodzicy i Emmanuela. Noszę je w swoim sercu do dziś.

Kiedy napisał Pan pierwszą ikonę?

Miałem wtedy 19 lat. Trafiłem do pracowni Jadwigi Denisiuk, która krok po kroku uczyła mnie sztuki pisania ikon. Zanim dostałem do ręki pędzle, uczyłem się technologii, przygotowywałem podobrazia, ale był to też dla mnie okres wyciszenia, takiego duchowego przygotowania. Pisanie ikon to nie tylko technologia, lecz przede wszystkim teologia. Doskonale pamiętam mój pierwszy samodzielny wizerunek: był to Chrystus Pantocrator, obraz prosty, ale niezwykle mocny. Niedługo potem wyjechałem na studia do Warszawy. Okazało się, że jest tu bardzo duże zainteresowanie ikonami i zapotrzebowanie na nie, a ja jestem jedną z nielicznych osób mających wystarczającą wiedzę praktyczną i teoretyczną, by uczyć innych. Przez wiele lat współtworzyłem najważniejsze warszawskie warsztaty ikonograficzne, aż w końcu założyliśmy z Żoną własną pracownię. Nasza działalność to zarówno tworzenie ikon na zamówienie, jak i uczenie tej sztuki.

Kiedy zaczynałem swoją naukę ikonografii, tą dziedziną sztuki sakralnej zajmowali się głównie konserwatorzy zabytków. Bardzo trudno było znaleźć pierwszych nauczycieli. Dzisiaj ikona w pewien sposób przeżywa w Polsce swój renesans.

Nie dziwi to Pana? Jak Pan myśli, dlaczego wyznawcy Kościoła rzymskokatolickiego coraz bardziej interesują się ikonami, tak mocno związanymi z prawosławiem?

Nie wolno zapominać, że ikony są dziedzictwem całego chrześcijaństwa, a więc również Kościoła rzymskokatolickiego. Były one tworzone setki lat przed rozłamem, pierwsze wizerunki Chrystusa powstały bowiem jeszcze za jego życia. Kościół rzymskokatolicki ma relikwię zwaną Chustą Weroniki, a Kościół prawosławny – ikonę ikon, czyli wizerunek Chrystusa na ręczniku/chuście. Zarówno zręby teologii, jak i sztuki ikonograficznej to niemal tysiącletnie wspólne dziedzictwo. Dopiero potem rzymskokatolicka sztuka sakralna rozwinęła się w innym kierunku, natomiast w Kościele prawosławnym, w którym podejście do sztuki sakralnej było znacznie bardziej ortodoksyjne, kanony ikonograficzne przetrwały do dzisiejszych czasów w niemal niezmienionej formie. Oczywiście na ikonach pojawiają się elementy współczesne – np. kanonizowani w ostatnich wiekach święci na swoich wizerunkach mają okulary – ale ich istota pozostaje niezmienna. Sztuka Kościoła rzymskokatolickiego ma obecnie charakter dekoracyjny. Z kolei ikony nadal mają bardzo mocno wbudowany pierwiastek teologiczny, duchowy. Są czymś daleko więcej niż dziełem sztuki. Kryje się w nich pewien rodzaj mistyki, nierozerwalne z danym wizerunkiem przesłanie teologiczne. Sposób malowania sprawia, że ikony są niezwykle symboliczne, wręcz odrealnione. Być może to jest powodem ich rosnącej popularności, choć na pewno są też osoby dla których jest to po prostu ładny obrazek i pomysł na ciekawy prezent.

Ważną kwestią jest także rozróżnienie między ikoną a obrazem stworzonym w oparciu o jej stylistykę. Ikoną nazywamy takie przedstawienie, które wykonane wg kanonów (teologicznego, warsztatowego itd.) zostało przyjęte przez cerkiew prawosławną. Wizerunek świętego rzymskokatolickiego ikoną sensu stricto już nie jest.

Czy tworzenie ikon wymaga pogłębionej wiedzy teologicznej? Skąd pochodzi tematyka tych dzieł?

Ikona bazuje na wielu źródłach. Najważniejszym z nich na pewno jest Biblia, ale istotne są także teksty doktorów Kościoła, źródła liturgiczne, a także ewangelie apokryficzne. Popularnym motywem ikonograficznym opartym na źródle o charakterze apokryficznym jest scena przedstawiająca zstąpienie Chrystusa do Otchłani. Jest to wydarzenie, które miało miejsce po ukrzyżowaniu, a przed zmartwychwstaniem. Chrystus przedstawiany jest razem z Adamem i Ewą oraz świętymi, którzy do momentu odkupienia nie mogli wejść do Nieba. Pod stopami Zbawiciela przedstawiona jest Otchłań i wyważone bramy Hadesu. Chrystus depcze skrzyżowane bramy piekieł symbolizujące, że przez krzyż przyszło zwycięstwo nad złem. W Otchłani, niejako przyciśnięta wrotami, spoczywa skrępowana łańcuchami postać szatana. W ten sposób w kulcie prawosławnym ukazywana jest wielka tajemnica odkupienia. W Kościele rzymskokatolickim takim wielkanocnym motywem jest Chrystus Zmartwychwstały. Dla wiernych prawosławnych tajemnica zmartwychwstania jest czymś tak mistycznym, że nie jest ona w ogóle przedstawiana w kulcie sakralnym.

Czym dla Pana jest tworzenie ikon?

Pisanie ikony to dla mnie przede wszystkim służba Kościołowi zarówno prawosławnemu, jak i katolickiemu, ale też poszczególnym ludziom, którym moje ikony towarzyszą w codziennym życiu. Dopiero gdzieś na drugim planie jest potrzeba rozwoju artystycznego. Na pewno warstwa artystyczna jest podporządkowana warstwie duchowej. Dla mnie praca nad konkretnym obrazem jest formą modlitwy, a także okazją do rozwoju duchowego i pogłębiania wiedzy teologicznej. Czasem zgłaszają się do mnie ludzie niewierzący, którzy w ikonie widzą tylko dzieło sztuki. Kiedyś miałem dylemat, czy przygotowywać dla nich taki obraz. Doszedłem jednak do wniosku, że ważna jest przede wszystkim moja intencja podczas pisania ikony. Wierzę, że nawet jeśli w danym środowisku na początku będzie ona funkcjonowała tylko jako dekoracja, to po pewnym czasie zadziała – spowoduje jakiś przełom w życiu patrzących na nią ludzi.

Co jest potrzebne, by nauczyć się pisania ikon? Jak długo trwa taki proces?

By tworzyć ikony, potrzebne są przede wszystkim wiara, cierpliwość i chęć nauki. Talent jest tylko miłym dodatkiem. Często ludzie, którzy przychodzą do naszej pracowni, chcą od razu chwytać za pędzle. To nie jest możliwe. Potrzebny jest czas na wyciszenie i poznanie technologii. W pisaniu ikon bardzo ważna jest znajomość zagadnień teologicznych i rozwój duchowy, ale istotne są też bardzo konkretne umiejętności. Trzeba nauczyć się przygotowywać podobrazia, gruntować je, złocić, ucierać farby, dobierać kolory, malować i na końcu werniksować gotowe ikony.

Nad moją pierwszą ikoną pracowałem przez trzy tygodnie. Średni czas napisania ikony w naszej pracowni to około miesiąc intensywnej pracy.

Czy wiedza z zakresu technologii drewna przekłada się na Pana prace w pracowni?

Początkowo moje aspiracje artystyczne, które towarzyszyły mi od dzieciństwa, nie miały wpływu na wybrany przeze mnie kierunek studiów. Jednak teraz bardzo często wykorzystuję wiedzę na temat drewna, choćby przy przygotowywaniu podobrazi. Naukowo zajmuję się konserwacją i ochroną drewna. W badaniach naukowych podejmuję m.in. tematy dotyczące właściwości drewna zabytkowego, stabilizacji wymiarowej zdegradowanego drewna czy wpływu różnych czynników na właściwości pigmentów stosowanych w malarstwie tablicowym. Zdobytą wiedzę i umiejętności wykorzystuję więc w praktyce na przykład przy konserwacji starych ikon.

 

Rozmawiała: Anna Ziółkowska

Na zdjęciu: ikona Zstąpienie Chrystusa do Otchłani autorstwa Bogusława Andresa